M. L. Stedman - Światło między oceanami
Czasami jest tak, że opinie naprawdę potrafią przekonać mnie do tego, by sięgnąć po książkę, na którą nie potrafiłam zwrócić większej uwagi. Kiedy dołożyć do tego mocną akcję reklamową, a nawet ekranizację, okazuje się, że prędzej czy później dany tytuł ląduje w moich rękach, a ja nie mam pojęcia czego się spodziewać. Czy zachwytu, który zdaje się wszechobecny, czy może rozczarowania, bo moje pierwsze odczucia okazywały się słuszne i niepotrzebnie inwestowałam w coś, co początkowo nie było mnie w stanie zainteresować? „Światło między oceanami”, jest gdzieś pomiędzy. Dlaczego? O tym za chwilę, a teraz co nieco o samej fabule. W roku 1920 inżynier z Sydney ma spory problem z radzeniem sobie, ze wspomnieniami z Wielkiej Wojny i łapie się posady latarnika na małej, spokojnej Australijskiej wyspie Janus Rock, gdzie zamieszkuje wraz ze swoją żoną Isabel. Małżeństwo dzieli ze sobą ...